Górnictwo
Czy wyniki osiągnięte przez spółki węglowe w 2011 roku nakazują spoglądać w przyszłość górnictwa z optymizmem?
- Nie jest to oczywiste i jednoznaczne. Rzeczywiście muszą cieszyć wyniki górnictwa za 2011 rok. Trzeba bowiem pamiętać, że na początku ubiegłego roku w spółkach panowały raczej minorowe nastroje.
Wart podkreślenia jest wynik osiągnięty w 2011 roku przez Kompanię Węglową. Odnotowała ona bowiem około 500 mln zł zysku netto. I to przy podwyżkach dla górników oraz po przyjęciu w 2011 roku ponad 5 tysięcy nowych pracowników.
Pamiętamy, że na początku 2011 roku mówiono, że nowe przyjęcia i podwyżki negatywnie wpłyną na wynik tej spółki. A jednak wynik okazał się dobry.
Widać można przyjmować nowych pracowników, można godziwie wynagradzać załogę. I jak się dobrze zarządza spółką, to można odnotować satysfakcjonujący wynik.
Widać nowa prezes Kompanii Węglowej Joanna Strzelec-Łobodzińska tchnęła nowego ducha w spółkę.Niewątpliwie to dzięki interwencji Joanny Strzelec-Łobodzińskiej, jeszcze jako wiceminister gospodarki, udało się uratować kopalnię Halemba, która ma przed sobą wieloletnie perspektywy. Przed rokiem próbowano realizować wariant przenoszenia pracowników Halemby na inne kopalnie, co oznaczałoby w konsekwencji likwidację Halemby. Jednak Joanna Strzelec-Łobodzińska interweniowała wstrzymując te działania. I dobrze, bo Halemba nieźle sobie radzi.
Zmierzanie w kierunku wzrostu wydobycia, wzrostu sprzedaży i realizacji ambitnych inwestycji, z budową nowej elektrowni węglowej włącznie, nakazuje z optymizmem podchodzić do przyszłości Kompanii. Nareszcie jest ktoś mający koncepcję dalszego rozwoju tej spółki i zarządzania nią.
Pozytywnie należy też ocenić w przypadku Kompanii uporządkowanie kwestii deputatów węglowych. Z kolei w przypadku Katowickiego Holdingu Węglowego trudno o optymizm.
Dlaczego?
- Tak naprawdę o Katowickim Holdingu Węglowym trudno powiedzieć coś dobrego. KHW jest fatalnie zarządzany. Nie zdołano rozwiązać żadnego z problemów holdingu. Nadal Katowicki Holding Węglowy ma ogromne problemy z wydobyciem węgla. Nadal mamy do czynienia z niezrozumiałą polityką personalną. Eliminuje się bowiem ludzi mających pojęcie o sprawach dotyczących wydobycia.
Zarząd KHW rozważa możliwość likwidacji kopalni Wujek. To bardzo groźne zapędy, bo potem może dojść do likwidacji kolejnych kopalń. W KHW wynagrodzenia spadają, a poziom przyjęć jest na dalece niewystarczającym poziomie. Przyjęcie nowych zasad premiowania jest wysoce niekorzystne dla pracowników.
Jak holding ma problemy, to trudno, by się godził na zwiększanie wynagrodzeń...
- Przecież Kompania Węglowa rok 2010 też zakończyła na wyniku oscylującym wokół zera. A jednak w Kompanii uznano, że trzeba przyjmować ludzi, by realizować wytyczone zadania i że trzeba ich godziwie wynagradzać. Kiedy pracownicy są odpowiednio wynagradzani, to motywuje ich to do bardziej wytężonej pracy.
W Katowickim Holdingu Węglowym idzie się w przeciwnym kierunku - karania pracowników. W przypadku KHW nie widać planu na przyszłość. Moim zdaniem ten zarząd KHW jest nieudolny. On chce po prostu trwać.
A jak Pan ocenia sytuację Jastrzębskiej Spółki Węglowej?
- Jastrzębska Spółka Węglowa podniosła się z problemów. Jednak zamiast koncentrować się na wykorzystaniu rynkowych szans, prezes JSW wywołuje kolejny konflikt. Zamierza bowiem nowych pracowników przyjmować na innych, gorszych warunkach niż mają osoby już zatrudnione.
To sprzeczne z prawem, bo nie wolno różnicować pracowników ze względu na czas ich zatrudnienia. Tak więc prezes JSW Jarosław Zagórowski będzie się musiał z tego pomysłu wycofać.
W przypadku JSW należy się skoncentrować na inwestycjach, na przygotowaniu frontu robót. JSW nadal nie wykorzystuje obecnej koniunktury. Wydobywa zbyt mało węgla. Mogłaby tego węgla sprzedać więcej, ale wydobywa go za mało w stosunku do potrzeb rynku.
Moim zdaniem powinno się poważnie rozważyć potrzebę zmiany szefa JSW. W wyniku prowokacyjnych działań prezesa Zagórowskiego będzie dochodziło w JSW do ostrych protestów społecznych. Ponadto trzeba wskazać na szczególnie bulwersującą kwestię w JSW.
Jaką?
- Taką, że w kilka miesięcy po prywatyzacji JSW poprzez giełdę prezes i członkowie zarządu spółki zadbali o to, by podpisać kontrakty z wynagrodzeniem na poziomie około 70-80 tys. zł miesięcznie. Z gwarancją, że gdyby zostali zwolnieni, to otrzymają odprawę w wysokości dwuletnich wynagrodzeń.
I w takiej sytuacji prowokują oni załogę JSW, chcąc przyjmować ludzi na nowych, gorszych zasadach. To bulwersująca sytuacja. Takie zarobki i takie kwoty odprawy w czasie, kiedy z braku środków likwiduje się w Polsce szkoły, szpitale czy biblioteki, a ludzie słyszą, że mają pracować do 67 roku życia.
Rozmawiał: Jerzy Dudała
za wnp.pl



